Archiwum / „TRENER ŻYCIA”, 9 marca, godz. 17.00 i 20.00 – Aula
1
1

„TRENER ŻYCIA”, 9 marca, godz. 17.00 i 20.00 – Aula

9 marca, godz. 17.00 i 20.00 – Aula

Nick Reed
TRENER ŻYCIA
Teatr Syrena – Warszawa

tłumaczenie: Klaudyna Rozhin
re–żyseria: Wojciech Malajkat
scenografia i kostiumy: Julia Skrzynecka
muzyka: Zbigniew Zamachowski
obsada: Katarzyna Bagniewska, Beata Ścibakówna, Wojciech Malajkat, Albert Osik
bilety: 45 zł, 50 zł

„Trener życia” to polska prapremiera sztuki Nicka Reeda wystawionej po raz pierwszy w 2008 roku na londyńskim West Endzie. Wendy potrzebuje pomocy. Jej życie to jedna wielka katastrofa. Szefowa traci do niej cierpliwość, chłopak nie ma do niej szacunku, a co najgorsze: Wendy nie potrafi bronić swoich racji. Colin jest jej terapeutą. Pomaga ludziom uświadomić sobie ich błędy i znaleźć właściwą drogę. Ale co się stanie, kiedy on sam zboczy z kursu?… Nowa komedia Nicka Reeda to „Pigmalion” pokolenia, dla którego niezbędnym akcesorium jest najnowszy model telefonu komórkowego.

Recenzje:
(…) bohater sztuki, wzięty i dobrze opłacany terapeuta (…), pracuje według ustalonych stereotypów. Gdy trafia na dziewczynę, którą ma „wytresować” na biegłą sekretarkę, jego sprawdzone metody zawodzą. Problem, z jakim musi się uporać, to przywrócenie jej poczucia własnej wartości, nauczenie asertywności. Dociera wprawdzie do przyczyny kompleksów Wendy – brak matczynej miłości – ale na tym się jego sukces kończy. Mało tego. Role się odwracają. W proteście wobec metod trenera dziewczyna postanawia sama stworzyć siebie. Ich relacje kształtują się niczym we współczesnym „Pigmalionie”. Poddany sztucznej obróbce model zaczyna żyć własnym życiem. Pomocy będzie teraz potrzebował mistrz. Spektakl jednak nie pozbawia nas nadziei. Ożywiona dyskusja po przedstawieniu przenosi się do kuluarów.
Hanna Karolak, Gość Niedzielny

Wojciech Malajkat o spektaklu i swojej roli:
To jest człowiek, który wierzy w potęgę wiedzy teoretycznej i umiejętności. Uważa, że w świecie nie liczą się emocje i uczucia. Mój bohater jest przekonany, że za pomocą treningu człowiek może sobie bardzo dobrze poradzić w życiu. Colin tresuje własnych pacjentów, a potem nimi manipuluje. Fiona jest sukcesem Colina, idealnie wytresowanym produktem, ale w ostatecznym rozrachunku przegrywa. Widz będzie próbował opowiedzieć się po jednej ze stron i na pewno wybierze wrażliwą Wendy, która nie dala się zamknąć w terapeutycznych schematach. Okazało się, że wiara Colina w absolutną skuteczność jego metody była niesłuszna.

Trudno w dzisiejszych czasach napisać czysty gatunkowo dramat: komedię lub tragedię. Przy tym dramacie gatunki też się zacierają; widz znajdzie pole i do zabawy, i do wzruszenia. Sam traktuję „Trenera życia” jako komedię romantyczną.
(„Tu nie ma miejsca na sentymenty, tu jest psychoanaliza”, Dziennik Gazeta Prawna)

foto K. Bieliński